Październik 11, 2009

TROCHĘ O PIĘKNIE

Filed under: aktualności — Tagi: — Anna Gulak @ 10:38 am

Czym jest piękno?

 powiększony fragment tryptyku, anna gulak

powiększony fragment tryptyku, anna gulak

Zapewne tym, co nam się podoba, tym, co na ogół określane jest, jako „urzekające”, „cudowne”, „wzniosłe” lub „ładne”. Pięknym może być dany pejzaż, proporcjonalności rysów czyjeś twarzy lub uśmiech starszej kobiety, pogodzonej ze sobą i ze światem. Piękno może być zawarte w pąku róży, w zestawieniach kolorystycznych danego obrazu lub może się także wyrażać poprzez harmonię proporcji, dany ład i porządek lub jako pewien kanon urody przyjęty w danym społeczeństwie. Piękna jest miłość matki, radość dziecka, akt poświęcenia się w bezinteresownej miłość do człowieka.

Z wieloznacznej różnorodności piękna wynika, iż jest ono odczuwane, jako wrażenie zmysłowe lub odczucie duchowe i może objawiać się w przeróżnych formach – jako piękno przyrody, piękno fizyczne człowieka, piękno duchowe oraz piękno formy przedstawionej w danej rzeczywistości lub dziedzinie sztuki.

Na przestrzeni wieków podejmowane były niezliczone próby zdefiniowania tego pojęcia, począwszy od starożytnej Grecji, w której utożsamiano je z ideą dobra, duchowością, moralnością, myślą i rozumem oraz z doskonałością, jako warunkiem piękna i sztuki na najwyższym poziomie. Pojęcie to zostało następnie zawężone do określanie tego, co wywołuje estetyczne przeżycie, czyli do całokształtu procesów zachodzących w ludzkiej świadomości, wywołanych obcowaniem z dziełem sztuki (przedmiotem estetycznym).

Sztuka zawsze była jednym z podstawowych elementów kultury, obszarem życia społecznego i świadomości społecznej, w ramach, którego, wskutek twórczości artystycznej, kształtował się świat dzieł sztuki. Celem sztuki, przynajmniej do końca XIX wieku było zaspakajanie ludzkiej potrzeby doznawania estetycznych przeżyć. Później rozumienie sztuki było historycznie zmienne.

Piękno, jako jedna z podstawowych kategorii estetyki, określane przez Arystotelesa, jako to, co przyjemne lub według Kanta – co się podoba z subiektywna koniecznością, w sposób powszechny, bezpośredni i bezinteresowny, w historii estetyki wykazywało ogromną zmienność, wieloznaczność. Typowe i często spotykane są określenia piękna, jako obiektywnej właściwości przedmiotów (zwłaszcza ich układu), takiej jak np.: harmonia, symetria, proporcja, miara czy ład, przyjemność wzrokowa lub słuchowa, stosowność (właściwość, odpowiedniość) lub użyteczność. Jako ideał historyczny ukształtowany i społecznie utrwalany w danej epoce, stawał się obowiązującym kanonem twórczości artystycznej.

„Malarz, który ma wykonać obraz powinien malować go jak najpiękniej potrafi. Czym jednak jest piękno, tego nie wiem. Tak bym wszelako tutaj piękno chciał rozumieć: powinniśmy się starać to czynić, co w dziejach ludzkości większość za piękno uważa.”[1] Pisał Albrecht Durer.

Piękno w mojej twórczości wyrażają formy nieruchome, uchwycenie piękna ma postać bezruchu, czy też na kartce papieru, na skrawku płótna czy schwytanego w masie kształtu rzeźbiarskiego. Podobnie jak u artystów w starożytnej Grecji, poszukuję piękna duchowego w celu ukazania, wyrażenia piękna żywego, przejawiającego się w ciele.  Zależy mi, bowiem na zachowanie równowagi pomiędzy przedstawieniem piękna kształtów ludzkich a weryzmem oddania rzeczywistości. Rzeźba grecka nie idealizuje abstrakcyjnego ciała, ale poszukuje raczej piękna idealnego, tworząc syntezę ciał żywych, przez które wyraża się piękno psychofizyczne, harmonizując dusze z ciałem, czyli piękno form i dobroć ducha. Jest to ideał kalokagatia, który przyświeca także i mojej twórczości. Piękno to najlepiej wyrażają formy nieruchome, w których fragment akcji lub ruchu znajduje równowagę i wytchnienie i których prostota wyrazu odpowiada najbardziej bogactwu szczegółów.

Piękno dla mnie jest wartością samą w sobie i bytem autonomicznym. Nie zależy tylko i wyłącznie od podstawy fizycznej, która przygodnie je wyraża. Nie jest związane z tym lub innym przedmiotem zmysłowym, ale istnieje wszędzie.  Ma charakter transcendentalny i odnosi się do obiektywnie istniejącego poza nami świata. Odpowiada nie tylko temu, co się widzi, ale także temu, co bywa ukryte i często nie dostrzegalne przez zwykłego śmiertelnika (jak np. słynna zewnętrzna brzydota Sokratesa, który jaśniał pięknością wewnętrzną).

W wielu epokach zakładano ścisły związek pomiędzy pięknem a dobrem. Także i ja to czynię. Dla mnie równa się ono temu, co dobre i co posiada wartości duchowe a nie tylko jest odwzorowane fizycznie, jako doskonałość proporcji, jako ład i harmonia oraz współgrająca ze sobą estetyczność tego, co jest uznane za kanon w obecnym czasie i w danej kulturze.

Piękno w mojej sztuce pragnę wyrazić także, jako prawdę charakterów, realizującą pewne wartości artystyczne jak np. ekspresję, prawdę artystyczną, romantyczną nastrojowość w celu emocjonalnego poruszenia w duszy patrzącego. Prawdę tą, pragnę uwidaczniać w przedstawieniach portretowanych przeze mnie osób w rysunku i rzeźbie, w których widz dostrzeże je, nie tylko rozumem, ale pojmie je także uczuciem.

Piękno nadzmysłowe, w moim rozumieniu, stanowi prawdziwą naturę piękna. Jest nim piękno boskie – mistyczne, emanujące nie tylko na człowieka, ale także na cała naturę. Pragnę, aby widz odczuwał je w mojej twórczości, jako kontemplację pewnego stopnia nadprzyrodzonej doskonałości. Uwidocznia się ono także w pięknie zmysłowym, jako spójnik poszczególnych części przedstawienia, jako harmonia proporcji ciała ludzkiego (przedstawiona w mojej twórczości w malarstwie aktu). Pragnę ukazywać je w sposób swobodny, pozbawiony ukrytych znaczeń, radosne w swym istnieniu i w przejawach.

Oprócz wymiaru symbolicznego i przesłania duchowego ma ono także inne zadanie – dostarczanie widzowi przyjemności estetycznej. Wyrażone w fizyczności ciała kobiecego także objawia się w zabiegach kompozycyjnych i warsztatowych, odbierane poprzez formy układów percypowanych zmysłowo i pozbawionych dysonansu. Zatem dbam także o estetykę rozwiązań formalnych we wszystkich dziedzinach mojej twórczości.

Pragnę, aby piękno objawiało się w żywym przedstawieniu, a nie martwym i statycznym dziele. Dlatego  dbam o dynamikę przestawienia, która tworzy iluzję ożywienia rzeczywistości. Celem mojej twórczości jest ukazanie piękności niespokojnej i zadziwiającej, mającej na celu przykucie uwagi widza. W odbiorze moich prac, zarówno jak i w tworzeniu, czynnikiem najbardziej ważnym jest wyobraźnia, jej oddaję podmiotowość, gdyż ona stanowi władzę zdolną empirycznie uchwycić tak artystyczne, jak i naturalne piękno.

Wzniosłość jest kolejnym ważnym czynnikiem wyrażania moich poszukiwań estetycznych. Mimo, iż we współczesnej sztuce widać tylko znikome jej ślady (zarówno jak i estetyki) to właśnie w niej odwzorowuje się majestat piękna symbolicznego, który pragnę wyrażać w swojej sztuce. Wzniosłość, niczym „echo wielkiej duszy” jest wyrazem wielkich i szlachetnych namiętności, w których grę wchodzi uczestnictwo uczuciowe podmiotu tworzącego lub odbiorcy danego dzieła.

Na pierwszym planie w akcie kreacji artystycznej stawiam entuzjazm. Kreacja jest fundamentalną potrzebą człowieka osadzoną głęboko w jego naturze.  Chęć pozostawienia po sobie śladu, czyli stworzenia czegoś, towarzyszy naturze ludzkiej od zarania dziejów. Świadczą o tym choćby prehistoryczne malowidła w jaskiniach, stanowiące wyraz istnienia, siły i przynależności do danego miejsca.

Każdy artysta widzi świat w inny sposób, podobnie jak każdy poszczególny człowiek odbiera rzeczywistość na wielość sposobów. Paul Klee pisał, iż „sztuka nie odtwarza widzialnego, lecz czyni widzialnym”. Zatem, u podstawy moich działań twórczych i podjęcia trudu tworzenia leży potrzeba ukazywania piękna stworzenia poprzez mój własny indywidualny język (poprzez moje subiektywne postrzegania) i odtwarzanie go przed oczyma tych, którzy nie są w stanie je dostrzec w otaczającej rzeczywistości.

Październik 3, 2009

PIĘKNO AKTU – CZYLI ROZWAŻANIA O WŁASNYM MALARSTWIE cz. 2 – „WARSZTAT”

Filed under: aktualności — Tagi: , , — Anna Gulak @ 5:50 pm

Warsztat

fragment-3

Zafascynowanie wirtuozerią starych mistrzów malarstwa na wskutek zastanego współcześnie tzw. „warsztatu malarskiego” doprowadziło mnie do obserwacji i wnikania nieśmiale w tajniki kunsztu ich warsztatu malarskiego oraz solidności technik. Dlaczego właśnie oni stali się moim mistrzami? Z prostej przyczyny – podzielam ich estetykę, negując wszystkie fanaberie w przedstawieniach aktu awangardy XX wieku czy tez innych nurtów, przodujących w sztuce ostatnich lat.  Tym samym nie sprzeciwiam się nowym nurtom w sztuce zapoczątkowanym w XX wieku, jedynie wątpliwa dla mnie jest forma ukazywania aktu w skrajnie kubistyczny, futurystyczny czy też abstrakcyjny sposób. Mam świadomość, iż w obrazach współczesnych twórców, akt został potraktowany tylko jako element wyjściowy, służący do utworzenia dzieła – jako pretekst. Przetwarzając skrajnie akt, miano ku temu powody – artystyczne wizje lub programowe założenia. W związku z powyższym, akt w sztuce ostatniego stulecia, nie jest zobrazowaniem piękna ciała ludzkiego i idei przekazu estetycznego, o jaki mi w mojej twórczości chodzi. Artystom, posługującym się tą formą, przysługiwały inne idee, niż chęć wywołania estetycznego przeżycia u widza. Czasem, a szczególnie w ostatnich latach, za cel obierano sobie szokowanie, wywołując wstręt i niesmak odbiorcy.

Podziw wywołuje u mnie żywość kolorów i energia emanująca z przedstawionych ciał znakomitego siedemnastowiecznego kolorysty Rubensa; przepiękne odcienie róży w malarstwie Bouchera i Fragonarda; kolorystyka Wenecjan; mistrzostwo w modelowaniu form kolorem i światłem u Rembrandta oraz warsztat malarski rodzimych twórców: Antoniego Brodowskiego, Henryka Rodakowskiego oraz Piotra Michałowskiego. Środki wyrazu, w dziełach powyższych artystów, służą ukazaniu piękna form ciała ludzkiego i całej prawdy o człowieku.

Nie mam zamiaru wymieniać wszystkich artystów lub dzieł, które wywarły silny wpływ na moja postawę twórczą lub tematykę moich prac, gdyż jest ich znaczna różnorodność. Nie są to wyłącznie dzieła malarskie. Uwagę na piękno przedstawienia człowieka w sztuce, przede wszystkim zwróciły  formy rzeźbiarskie. Rzeźba, wręcz poraziła mnie swoją monumentalnością, majestatem, niekiedy mistrzowskim weryzmem w oddanie anatomii połączonym z interpretacją poszczególnych twórców oraz symbolizmem przekazu ciała człowieka jako bryły w przestrzeni. Wybitni twórcy antyczni oraz ci późniejsi: Michał Anioł, Leonardo, Bernini, Camille Claudel i Rodin dobrze wiedzieli, iż w twórczości chodzi o nieomylną znajomość ciała ludzkiego. Pragnę, tak jak oni, być pokornym obserwatorem dzieła Stwórcy – Największego Geniusza i Artysty. Mam świadomość, iż zwykły śmiertelnik, choć byłby najgenialniejszym artystą i wirtuozem w swojej dziedzinie, może tylko przetwarzać swoją sztukę przez naśladownictwo przyrody. Sam nie jest w stanie stworzyć czegoś piękniejszego.

Przed przystąpieniem do pracy odczuwam niepewność. Czuję się zawsze jak uczeń, który jest na początku swej drogi twórczej. Podziwiając piękno formy ciała ludzkiego, wyrażonego tak sugestywnie, szczególnie w symbolizmie Rodina, z tremą przystępuje do pracy, pragnąc jak najwierniej uzewnętrznić swój przekaz mentalny. Pragnę, tak jak ów wielki artysta, wydobyć obraz finalnie przedstawiony widzowi z głębi swojego wnętrza; wynurzać postacie z własnych wyobrażeń, nadając im cechy romantycznego symbolizmu.

Maluję szybko, z niecierpliwością buduję kolejne płaszczyzny tej misternej konstrukcji, jakim jest ciało ludzkie. Postacie wtapiają się w tło, kadrowania są nieprzypadkowe o płaszczyzna płótna jest ściśle zaprojektowana, gdyż całość ma być harmonijnie zbudowana. Nie ma mowy o przypadkowości. Wszystko jest precyzyjnie skonfigurowane w moim umyśle przed przystąpieniem do pracy. Praca twórcza nie jest jednak ściśle zaprojektowanym dziełem architektonicznym, także w jej trakcie następują zmiany lub modyfikacje. Nie wykreślają jednak nowego toru drogi twórczej, tylko urozmaicają ją o kolejne środki wyrazu. Pracę zaczynam od wstępnego szkicu, posługując się mocno rozcieńczoną, płynną farbą. Głównie ziemiami i bielą nanoszę szkic kompozycji. Podobnie jak Rubens, który odwrócił bieg malarstwa, wychodzę od partii ciemnych (kładzionych cienka warstwą farby) do grubiej nakładanych partii jasnych.

Podmalówka odgrywa w moich pracach zasadniczą rolę. Zwykle zaczynam od kładzenia warstw o ciemnobrunatnym zabarwieniu. Tło brązowe, z którego wyłania się dana postać pełni ważną funkcję w procesie powstawanie efektów kolorystycznych, zwłaszcza w partiach ciała, gdzie fragmenty jasne kładzione są nieprzezroczystą farbą (w celu zakrycia podmalówki). Cienie powstają na skutek nakrycia jej, cienkimi, przejrzystymi laserunkami. Daje to efekt optyczny chłodny i perłowy w cieniach, a ciepły w partiach jasnych.

W pracy przypominam czasem ekspresyjnego dyrygenta, szybko nakładając farbę  zamaszystymi szerokimi pociągnięciami pędzla lub pojedynczymi maźnięciami, a nieraz precyzyjnego protetyka, który pod lupą dopracowuje pewne detale. Nie nawarstwiam grubo farby jedynie z przyczyn technicznych – malując brawurowo i niecierpliwie, szybko chcąc ukończyć dzieło, nie mogę sobie pozwolić na przerwy kilkudniowe, służące wyschnięciu kolejnych warstw farby olejnej. Podziwiam za to Rembrandta i Michałowskiego, którzy, niczym kielnią, nakładali farbę olejną, rzeźbiarsko podkreślając fakturę swoich prac. Zatem do podkreślenia bryły, utworzenia iluzji weryzmu przedstawienia, służą mi rodzaje farb – laserunkowe prześwity lub płaskie matowe obszary kryjące oraz sposoby uwidocznienia mechanicznej pracy pędzla lub zamaskowanie jej – wygładzając powierzchnię obrazu, tworząc miękkie przejścia lub topornie i płasko ją traktując. Czasem na końcu pracy pozwalam sobie tu i ówdzie na solidny impast, ale z reguły ograniczam się do budowania przezroczystych powłok, tworzących iluzje miękkości i aksamitności ciała. Posługuję się rzadkim spoiwem olejnym, mając na celu zachowanie jak najbardziej bezbarwnej głębi postaci.

Partie jasne ciała powstają przy użyciu nieprzezroczystych matowych płaszczyzn, na końcu laserunkowo podkreślanych refleksami rozcieńczonych barwników transparentnych, w celu uzyskania iluzji głębi. Fragmenty ciemne są wynikiem nakładania serii cienkich przezroczystych laserunków na kryjące ciemne lub jasne warstwy. Liczne warstwy laserunku, nakładane pędzlem lub rozsmarowane, maja dość nieregularny charakter, ponieważ nie są nakładane zawsze gładkimi ciągłymi warstwami, lecz czasem uwidaczniają poprawki naniesione w trakcie pracy.

Sposób ten pomaga mi w wydobyciu formy ciała z tła. Zatem swoim indywidualnym ekspresyjnym sposobem, kontrastuję staranny modelunek ciała z niesprecyzowanym formalnie ciemnobrunatnym lub białym tłem, sprowadzając go tym samym do wymiaru abstrakcji. Zabieg ten służy odrealnieniu obrazu. Stylizując formę ciała, czasem zatapiam ją w tle, asymilując krawędzie w nieokreślone przejścia. Niekiedy stwarzam impresję przenikania przez wymiar obrazu w stronę przestrzeni poza płótnem – niczym ingerencja w otoczenia. W niektórych partiach, linearnie zaznaczam granice stykających się ze sobą form, w celu zdecydowanego wyodrębnienia partii konstrukcji anatomicznej z tła płótna, przenosząc ją na plan pierwszy.

Pragnę, aby moje postacie były żywe, dlatego też ważna dla mnie jest ich relacja w stosunku do tła obrazu. Ciało i tło muszę być ze sobą „skoordynowane”. Przedstawiona sylwetka kobieca nie ma na celu wywoływać wrażenia bezdusznej lalki a tło nie może być zbyt ciężkie. Jego zadaniem jest uwypuklenie (w zależności od przedstawienia aktu) charakteru przedstawianej Wenus lub fragmentu wykadrowanego ciała kobiecego.   Postać znajduje się w centrum uwagi widza, lecz razem z tłem są od siebie zależne.  Bez tła nie ma racji bytu. W przypadku braku zależności obraz nabiera „tępego” wyglądu.

Światło w mojej twórczości zajmuje szczególne miejsce – wyłania zarysy postaci z głębi oraz stwarza swoisty klimat romantycznego odrealnienia płótna, przenosząc widza w świat zamyślenia się we własnej wyobraźni i zatopienia się w głębi własnych wspomnień.  Przede wszystkim zaś buduje bryłę ciała, wyodrębniając jasne krągłości z ciemnych meandrów reszty form organicznych. Opływając bryłę postaci, jest jednym z czynników oddziaływującym na utworzenie impresji trzeciego wymiaru – czyli pomaga w przekładzie trójwymiarowego tworu, jakim jest ciało ludzkie na dwu-wymiar płótna.

W zależności od finalnego efektu, jaki pragnę osiągnąć ważny jest dobór odpowiedniego oświetlenia. Ciało ludzkie, składa się z różnych elementów, połączonych ze sobą i tworzących ciągłość. Kontrasty światła i cienia stanowią ważny element w anatomicznym przedstawieniu sylwetki ludzkiej. Efekt chiaroscuro jest jednym z decydujących składników przedstawienia piękna aktu kobiecego. Dzięki efektom światłocieniowym można zobaczyć i podziwiać formę oraz kolor. W zależności od nastroju, jaki pragnę wywołać (subtelny romantyzm i idylliczna estetyzacja lub bardziej nowatorski w swej formie, nastrój odwołujący się do poetyki przedstawień fotografii artystycznej) używam subtelnych lub ostrych kontrastów świetlnych.  Zatem w moich obrazach światło pełni funkcję poetyckiego opływania na aksamicie powłoki ciała lub „tnie” na kilka części całość formy.

Wiadomo, że kolor ciała ludzkiego nie zawsze jest taki sam. Przybiera on różne odcienie nie tylko ze względu na przynależność do danej rasy czy właściwości skóry poszczególnych ludzi, ale także w zależności od rodzaju oświetlenia (naturalne bądź sztuczne) i od sposobu padania światła na skórę (bezpośrednie lub rozproszone, frontalne lub boczne). Ciało ludzkie przybiera różne odcienie, które przekładam na płótno, posługując się barwami głównie wytworzonymi w mojej wyobraźni, mając za punkt wyjścia zwykle czarnobiałe fotografie. Wyobrażenia czerpię z zastanych w pamięci obrazów dzieł wielkich kolorystów i zaobserwowanych spostrzeżeń. Jest to o wiele trudniejsze niż malowanie z natury. Łatwiej tu o obranie mniej trafnych zestawień barwnych.

Światło ma ogromny wpływ w kształtowaniu odcieni kolorów, ale nie tylko. W zależności także od ilości i sposobu padania na sylwetkę danej Wenus, wpływa na samą fakturę przedstawienia ciała ludzkiego, która może się stać gładka lub szorstka.

Podstawową rolę w ogólnym wyrazie kolorystycznym moich płócien odgrywa dobór koloru tła. Zwykle stosuję tło ciemnobrunatne, gdyż podkreśla ono formę przedstawionej sylwetki lub torsu. Czyni ją  bardziej wyrazistą i czytelną w odbiorze. Tony cieliste uzyskane w obrazie stają się przez to bardziej żywe i wymowne.  Moje prace  stają monochromatyczne, gdyż przywiązuje wagę do przedstawień samego ciała i uczynienia go naczelnym punktem budowy obrazu. Pragnę, aby cała kumulacja użytych środków artystycznych i zabiegów kolorystycznych skupiona była na postaci, a nie rozpraszała się na obszarze całego płótna, czyniąc z niego wielobarwna paletę.

Rysunek i kolor stanowią współistotną jedność. Czasem przemiennie się wypełniają, tu i ówdzie jedno przytłacza drugie lub nad nim góruje.  W niektórych pracach bardziej kładę nacisk na zestawienia kolorystyczne i efekty świetlne (w kadrowanych monumentalnych torsów kobiecych). Czasem kolor jednak stanowi element bardziej dekoracyjny obrazu (widoczny w portretowych przedstawieniach modelek). Rysunek służy mi zawsze jako stabilna konstrukcja – nieraz jako techniczne wykreślanie, na równi ważne z konstrukcją kolorystyczną lub jako nadrzędny element obrazu, dopełniany przez kolor. Skala barw sprowadza się do zawężonego kręgu kolorystycznego w poszczególnych pracach. Może wydawać się nieraz nieco skromna, często ograniczona do jednego dominującego tonu. W niektórych pracach zdarzają się także zestawienia bardziej bogate i wyszukane, ukazując świetlistość materii namalowanego obrazu i różnorodne natężenia odcieni.

Fascynuje mnie wielorakość możliwych przedstawień odcieni ciała, szczególnie odcieni zimnych bladych róży. Pod wrażeniem jestem umiejętności warsztatowych dawnych twórców, którzy potrafili trafnie uchwycić kolor cery: ogorzałe słońcem twarze chłopskie na portretach Michałowskiego, bladą porcelanową cerę kobiet Rodakowskiego a przede wszystkim – róże Rubensa, o których angielski malarz Reynolds pisał: „ Jego postacie są, jakby żywiły się różami”.

Pragnę w swoich pracach także obrazować niezwykłe wyczucie kolorów oraz żywiołowość stylu starych mistrzów malarstwa. Chcę ukazywać widzowi piękno aktu kobiecego, oblane światłem, kształtowane miękkim i swobodnym pędzlem.

Iluzjonizm formy, maestria techniczna, tendencje naturalistyczne – wszystko to pragnę zawrzeć w swoich pracach – może nie wszystkie właściwości kumulować razem w jednym obrazie, lecz ich zalążki uwidaczniać w poszczególnych przedstawieniach piękna kobiecego ciała. Nawiązuję do dwóch nurtów tradycji Wenus – „Wenus pudlica” i tych późniejszych – naturalistycznych przedstawień. Głównie jestem zwolenniczką pierwszego z powyższych, lecz pragnę, aby moje przedstawienia reprezentowały syntezę obu kierunków. Pragnę tchnąć w moje obrazy nutę romantycznego erotyzmu a nie tylko matematycznie wykreślać idealizm proporcji poszczególnych członków ciała ludzkiego. Moim celem nie jest szokowanie nagością czy też intymnością, lecz pięknem i moim rozumieniem estetyzmu. Pragnę, aby wszystkie środki wyrazu były wyważone i harmonijnie współgrały ze sobą.  Moim celem jest szokowanie estetyką. Może powyższy zamiar jest dla czytelnika naiwnie brzmiącym frazesem, lecz w świecie współczesnej sztuki, gdzie moralne i kulturowe tabu zostały dawno przekroczone, należy wprowadzić pierwiastek dobrej sztuki i zainteresować widza pozytywnymi wartościami płynącymi z naszej seksualności oraz szerzyć afirmacje piękna stworzenia.

Ciało kobiece służy mi jako forma wyjściowa w interpretowaniu piękna cielesności człowieka. Przyglądając się malarstwu Rembrandta i Piotra Michałowskiego zafascynowała mnie maestria użycia środków, mistrzowski techniczny przekład trójwymiarowej bryły, jakim jest ciało ludzkie, na dwu-wymiar płótna. Choć zajmowali się głównie sztuka portretową, zapoznając się z ich malarstwem, spostrzegawczy widz może się dużo nauczyć.

Oryginalna światłocieniowa koncepcja mistrza z Lejdy nadaje postaciom przedstawionym impresję ruchu, jakąś niesamowitą energie, wlewając życie w martwą tkaninę płótna.

Natchnieniem dla mnie stanowi także monumentalizm Leonarda, głębia nastroju jego płócien oraz jedność światła i koloru. Ogromne wrażenie wywiera na mnie symbolizm Podkowińskiego, Malczewskiego, Weissa. W „Szale uniesień” Podkowińskiego, zachwyca kompozycja o delikatnej żywej fakturze, wibrująca światłem i barwami, ciemny koloryt, nastrój niesamowitości i fantastyki.

Pragnę, aby moje malarstwo nie było malarstwem „martwym”. Dlatego swoim płótnom nadaje charakter monumentalnych dzieł. Kompozycje pełne rozmachu i energii, z naciskiem na harmonie kolorów własnej wizji malarskiej, maja na celu poruszyć widza.

Postacie nimf są przedstawione w chwilowym i pozornym bezruchu, w momencie zapowiadającym jakąś akcję. Podkreśla to  napięcie i „ciszę” momentu ingerencji wzroku widza w przestrzeń płótna oraz wzajemne ich relacje.

Kolejną inspiracją dla mojej twórczości stały się przedstawienia idealizacji urody kobiecej w secesyjnych pracach czeskiego grafika Alfonsa Muchy oraz forma dzieł i przedstawień ciał żeńskich w dziełach Gustawa Klimta. Choć nie jestem zwolenniczka zbyt śmiało erotycznych wątków w jego twórczości, to urzekła mnie kompozycja i rozwiązania formalne w jego pracach. Celem tego malarza było stworzenie dzieła totalnego, absolutnego, tzn. wolnego od wszelkich konwencji i ograniczeń narzuconych przez akademickie koncepcje. Pragnę, aby moje obrazy także były wyrazem nieograniczonej swobody twórczej.

Akt kobiecy jest przetwarzany przeze mnie na kilka sposobów. Można wyodrębnić dwa rodzaje przedstawień aktu, w zależności od charakteru obrazu – czy ma być to sportretowana Wenus czy też wykadrowane przedstawienie torsu kobiecego. Ważne jest dla mnie oddziaływanie na odbiorcę, jakie ma finalnie wywoływać obraz. Akt „ubieram” w przeróżne formy, w zależności od charakteru, jaki pragnę swoim pracom nadać. Bardzo ważna jest kompozycja. Poszczególne kadrowania umieszczone na tych samych kształtach płócien, różniących się samą wielkości, inaczej oddziaływają na patrzącego. Staram się dobierać kształt i wielkość płócien, dostosowując je do określonej przedstawienia, w zależności czy brana jest pod uwagę całość lub dominująca większość przedstawionej sylwetki kobiecej, czy też wycinek w postaci torsu kobiecego.

Akt, w mojej twórczości, nie tylko ma na celu głosić apoteozę piękną stworzenia. Posiada także wymiar symboliczny. Stanowi symbol, znak, rodzaj klucza do tajemnego świata własnych przemyśleń: „Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?”.

O zacytowanym powyżej dziele malarskim Paula Gauguina, tak wypowiadał się sam autor:

„(…) Postacie tworzą fryz układający się w cykl życia ludzkiego, przypominający o tym, co nieuchwytne i niezrozumiałe wobec tajemnicy naszego pochodzenia i naszej przyszłości.”

Pragnę, aby w mojej twórczości przemawiał do odbiorcy także wymiar symboliczny moich prac. Klimat odrealnienia płótna, stylizacja formy mają na celu ukazanie wizualnej projekcji moich własnych przeżyć.  Nie tworzę tylko z myślą o widzu. Tworzą dla samej siebie. Jako artystce jest to niezbędne do wyrażanie siebie. Bliska jest mi modernistyczna postawa twórcza „Sztuka dla sztuki” – czyli programowy indywidualizm.

Ważne jest dla mnie nie tylko przedstawienie piękna obrazowanej postaci, ale także ukazanie odbiorcy piękna formy wykonanego przez mnie dzieła.